d5499e3e1d4e835090fefa0dc75b7d29

Kierowcy i rowerzyści w Niemczech – jak widzą ich Polacy?

07.02.2016.
Kierowcy i rowerzyści w Niemczech – jak widzą ich Polacy?


Jakimi kierowcami i rowerzystami są Niemcy? Na pewno nerwowymi. Potrafia zwyzywać, gdy ktoś ich zdenerwuje i nie ustąpią pierwszeństwa. Aneta, Kasia i Piotrek - Polacy, którzy mieszkają w Niemczech, dzielą się z nami swoimi spostrzeżeniami na ten temat.


Nie samochodem a rowerem

Anetę, na początku pobytu w Niemczech, zaskoczyła ogromna ilość rowerów na ulicach i przy dworcach kolejowych.

Początkowo myślała, że Niemcy w ten sposób dbają o formę, dlatego jeżdżą na rowerach. Z czasem przekonała się, że chodzi tu o czysty pragmatyzm i wygodę. W wielu niemieckich miastach do celu szybciej dojedzie się rowerem niż autem. Dodatkowo nie trzeba się martwić, gdzie zaparkować. Z czasem sama się o tym przekonała i teraz, gdy dojeżdża do pracy z Norymbergii do Erlangen, najpierw wsiada do pociągu, a później na dworcu głównym przesiada się na rower.

- Nie inwestowałam specjalnie w zakup roweru. Po pierwsze dlatego, że często zdarzają się kradzieże, a po drugie, bo mieszkam w Norymberdze, a mój „rzęch", jak go pieszczotliwie nazywam, czeka na mnie na parkingu rowerowym w Erlangen. Jedynym problem jest to, że o poranku ciężko go wyciągnąć z tego gąszczu innych jednośladów - opowiada Aneta.

rowery

Jeden z przydworcowych parkingów rowerowych, na którym Aneta trzyma swój rower. Fot. Joanna Dudek

Nerwowi rowerzyści

Tym, co dodatkowo zaskoczyło Anetę, to etykieta rowerzystów. W Erlangen chodniki podzielono na dwie części. Zewnętrzną, z lekko czerwonawym kolorem kostki brukowej - dla rowerzystów, i wewnętrzną, szarą - dla pieszych.

- Bardzo łatwo rozpoznać kto nie jest stąd. Często byłam świadkiem, jak, zwłaszcza starsze osoby, spacerują chodnikiem częściowo po stronie zarezerwowanej dla jednośladów, a za nimi jedzie rowerzysta. Nie wyprzedzi tych osób, tylko stanie za nimi i będzie dzwonił dzwonkiem, dopóki nie usuną się z jego trasy - opowiada Aneta. - Wiele razy zdarzało się, że dzwonieniu towarzyszyły wyzwiska i krzyki. I nie ma tu znaczenia czy „zawalidrogą" jest starsza osoba, czy kobieta z dzieckiem. Mieszkam w tym rejonie już 3 lata i się przyzwyczaiłam, ale ostrzegam wszystkich swoich gości, żeby patrzyli, po której stronie chodnika idą - dodaje ze śmiechem.

Samochodem się dojedzie, ale ... nie zaparkuje?

Kasia i Piotrek mieszkają w Mannheim, w dość ekstrawaganckiej dzielnicy. Osiedlili się tam typowi, jak mówi Piotrek, „Mannheimerzy" - trochę dziwacy i ekscentrycy. Bardzo dużo osób wprowadza się do tego miejsca, jak i wyprowadza z niego. Kasia i Piotrek często są świadkami sprzeczek i kłótni między nowymi lokatorami a starymi o miejsce do parkowania i zatarasowane drogi.

ulica

Przykładowa ulica osiedlowa w Mannheim. W tel widać jak próbuje przecisnąć się ciężarówka. Fot. Joanna Dudek

- Sąsiad wprowadzał się do mieszkania i zaparkował auto przed bramą garażową jednej z lokatorek. Kobieta nie mogła wjechać na swoje miejsce. Dostała szału. Zaczęła krzyczeć, bluźnić i wydzwaniać domofonem do wszystkich sąsiadów - opowiada Kasia. - Na naszym osiedlu są bardzo wąskie ulice, do tego auta są zaparkowane po każdej stronie ulicy. Jest tak ciasno, że dwa samochody nie przejadą obok siebie. I zawsze jest ten sam problem - kto komu pierwszy ustąpi. Codziennie są awantury na całego, łącznie z wzajemnymi wyzwiskami - opowiada Kasia.

Piotrek wybrał się kiedyś z wizytą do znajomych do Bawarii. Niestety mieszkają oni w małym miasteczku na starówce, gdzie ciężko jest znaleźć wolne miejsce, żeby zaparkować. Musiał na chwilę zostawić auto, by wziąć tylko klucze do garażu. Skorzystał z miejsca parkingowego przypisanego do hotelu.

- Pech chciał, że akurat podjechał, najprawdopodobniej, właściciel hotelu. Dostał białej gorączki, gdy zobaczył, że zająłem jego miejsce. Przeprosiłem i tłumaczyłem, że na chwilę tylko zaparkowałem i już odjeżdżam. Nie wierzył mi: biegał w kółko, krzyczał, rzucał wyzwiskami, zaczął dotykać rury wydechowej i maski w moim aucie, żeby udowodnić mi, że kłamię. Kobieta, która z nim była zaczęła dzwonić po policję. - opowiada Piotrek. - Jeden wielki cyrk i sąsiedzi znajomych na balkonach. W końcu udało mi się odjechać. Niesmak pozostał - dodaje.

Piotrek, który mieszka od 30 lat w Niemczech, krótko podsumowuje panujące tu obyczaje w relacjach z nieznajomymi na drodze:

- To jest właśnie ta niemiecka upierdliwość, że każdy jeden musi mieć rację i żaden nie ustąpi.

zdjęcie:  fotolia.pl - royalty free

Komentarze
Gość
Zmieniony ( 14.11.2017. )
 
 
Przeczytaj następny artykuł:
Buty marki „Gabor” i „Birkenstock” – wygoda na co dzień i jakość na lata
Buty marki „Gabor” i „Birkenstock” – wygoda na co dzień i jakość na lata

W klapkach niemieckiej firmy „Birkenstock" gwiazdy Hollywood chodzą na co dzień. „Gabory" uwielbia Mariah Carey i Claudia Schiffer. Jaki jest fenomen tych dwóch niemieckich firm obuwniczych? To wieloletnie ...

ZAMKNIJ

Migrelo poleca

Nadchodzące wydarzenia

Popularne artykuły!


Bliżej nas