f1ef8eee5ed70ad2efb4f316e90f52a9

W pogoni za marzeniami. „Dużo tracę, żeby zyskać”

19.11.2015.
W pogoni za marzeniami. „Dużo tracę, żeby zyskać”


Przed wyjazdem okropnie się bałam, jak tam będzie. Byłam wręcz przerażona. Nadszedł dzień wyjazdu, spakowałam walizkę, wsiadłam do busa i po czternastu godzinach byłam na miejscu. W Oebisfelde.


Kasia jest osobą młodą i ambitną, która nie boi podejmować się nowych wyzwań w życiu. Ukończyła studia magisterskie o specjalności terapia pedagogiczna. Uwielbia pracować z dziećmi, bo wnoszą wiele szczęścia, radości i chwil beztroski do jej życia. Od dawna marzy o założeniu własnego żłobka. Dlatego pewnego dnia postanowiła, że wyjedzie na dwa lata do Niemiec i zacznie zarabiać pieniądze, aby móc zrealizować swój cel. Jak potoczyły się dalsze losy Kasi? Czy znalazła pracę w Niemczech? Przekonajmy się.

Szukanie pracy

- Przez trzy miesiące przeglądałam przeróżne ogłoszenia, począwszy od sprzątaczki, pracownika linii produkcyjnej, zbieracza pomidorów, a skończywszy na opiekunce. Codziennie siedziałam przed komputerem i wysyłałam masowo aplikacje z nadzieją, że może tym razem ktoś zadzwoni. 150 CV poszło i co? Cisza! Pomyślałam sobie: „o Boże, co ja teraz zrobię? No nic muszę szukać, szukać aż znajdę". No i tak zrobiłam.

Kilka dni później los się do mnie uśmiechnął. Koleżanka wyciągnęła do mnie pomocną dłoń i zaprowadziła mnie do agencji pracy. Po krótkiej rozmowie kwalifikacyjnej zaproponowano mi pracę opiekunki osób starszych w Niemczech. Nie zastanawiając się, przyjęłam tę ofertę. Byłam bardzo szczęśliwa, że w końcu się udało.

Motywacja do wyjazdu

Pieniądze zmotywowały mnie do wyjazdu. W Niemczech mogę zarobić zdecydowanie więcej niż w Polsce. Moje konto oszczędnościowe również odczuwa zmianę dzięki regularnym wpłatom gotówki.

Na razie muszę pracować na obczyźnie, ponieważ każdy wyjazd przybliża mnie do spełnienia mojego marzenia.

Ogromna obawa przed nieznanym

Przed wyjazdem okropnie się bałam, jak tam będzie. Byłam wręcz przerażona. Nadszedł dzień wyjazdu, spakowałam walizkę, wsiadłam do busa i po czternastu godzinach byłam na miejscu, w Oebisfelde. Koordynatorka zaprowadziła mnie do mojej przyszłej podopiecznej, gdzie zostałam bardzo mile przywitana. Córka tej Pani „na dzień dobry" od razu mnie uściskała. Ten spontaniczny gest wywołał uśmiech na mojej buzi i utwierdził w przekonaniu, że wszystko będzie dobrze. Jak wiadomo, początki są zawsze trudne.

Byłam praktycznie zdana tylko na siebie. Musiałam nauczyć się całego planu dnia mojej podopiecznej, dostosować się do jej przyzwyczajeń i wymagań, czyli nabrać wprawy w zajmowaniu się nią. Nie powiem, było ciężko. Do tego wszystkiego miałam problemy komunikacyjne. Język był dla mnie ogromną przeszkodą. Ograniczone słownictwo. Komunikacja przez pokazywanie przedmiotów i obrazków. Rozumiałam piąte przez dziesiąte i dopiero po jakimś czasie udało mi się wypracować system komunikacji. Zaczęłyśmy porozumiewać się za pomocą słownika, pojedynczych słówek i rozmówek. Teraz, patrząc z perspektywy czasu, dużo więcej rozumiem, choć w dalszym ciągu mam problemy z mówieniem. Jeśli mam czas, to staram się uczyć niemieckiego.

 

znak

Wjazd do Oebisfelde. Fot. Anna Tłustochowicz


Relacje z podopieczną

Na początku miałam wrażenie, że ona mnie nie lubi, a nawet nie akceptuje. Dopiero z biegiem czasu przekonała się do mojej osoby. Widziała, że staram się, dbam o nią i o dom najlepiej, jak potrafię. Gdy płakała, przytulałam ją jak babcię i na swój sposób pocieszałam. To nas zbliżyło do siebie. Teraz traktuje mnie tak, jakbym była jej koleżanką. Nawet powiedziała mi, że czuje się ze mną bezpiecznie i komfortowo. Dlaczego? Z prostego powodu: znam jej plan dnia, potrzeby, a przede wszystkim wiem, jak zachowywać się w niektórych sytuacjach, aby nie zaburzać jej harmonii. Tak samo ma to wpływ na mnie, nie czuję się już tak, jakbym była w obcym domu.

Obowiązki opiekunki

Pełnię funkcję pełnoetatowej Pani Domu. Jestem wszystkim praczką, sprzątaczką, a przede wszystkim opiekunką. Muszę dbać o moją podopieczną i umilać jej czas spacerami, wspólnym oglądaniem telewizji. Wypełniam swoje obowiązki dając z siebie sto procent. Nauczyłyśmy się współpracować. Dzięki temu każdy dzień jest lepszy. Moja podopieczna szuka we mnie „towarzyszki życia". Ona potrzebuje bardziej wsparcia psychicznego niż fizycznego.

Życie w Niemczech

Oebisfelde jest małą mieściną. Mieszkańcy są bardzo sympatyczni, przyjaźni i otwarci na nowych ludzi. Uśmiechają się, mówią „dzień dobry". Z tego co zauważyłam, bardzo lubią Polaków. Chwalą ich za pracowitość i uczciwość. Nie przypisują im już dawnych stereotypów - alkoholika i nieroba.

Życie jest zdecydowanie spokojniejsze i bezstresowe. Zarobki i emerytura są kilkakrotnie wyższe niż w Polsce. Ich życie nie kręci się tylko wokół pracy. W wolnych chwilach oddają się swoim pasjom lub spędzają czas ze znajomymi i rodziną. Tylko najbardziej przeraża mnie ich rygorystyczny plan dnia: o godzinie ósmej jedzą śniadanie, o dwunastej obiad, piętnastej kawę z ciasteczkiem, a o osiemnastej kolację. Poza tym przykładają również dużą wagę do tego, jak wyglądają ich domy. Ich posiadłości muszą prezentować się perfekcyjnie przed sąsiadami. Narzucają sobie dyscyplinę w życiu, i tyle. Żyją bez nerwów, delektując się każdym dniem. Nie ma co ukrywać, w Niemczech jest całkiem inna mentalność niż u nas.

Walka z samotnością

Podczas pobytu w Niemczech jestem skazana tylko na siebie. Samotność jest dobijająca szczególnie wieczorami. Mimo wszystko jakoś próbuję z nią walczyć. Mam kilka pomysłów na ciekawe spędzenie wolnego czasu, ale dopiero po wypełnieniu wszystkich obowiązków. Przeważnie uprawiam sport (rower, aerobik), słucham muzyki, czytam książki lub uczę się niemieckiego.

Dla mnie najgorsza jest ta rutyna, która zabija. Dzień podobny jest do dnia. Nic za bardzo się nie zmienia. Codziennie jest to samo. Przez całą dobę jestem praktycznie uwiązana w jednym miejscu z moją podopieczną. Muszę być na każde jej skinienie. Cały czas jestem w gotowości. W Niemczech nie mam w ogóle znajomych. Jedyną osobą, z którą spędzam czas, jest moja podopieczna.

Czasami myślę o zmianie pracy. Chciałabym zmienić otoczenie, pracować z Polakami i w końcu zacząć nawiązywać nowe znajomości. Jednak nie mając niczego w zanadrzu, nie mogę rzucić się na głęboką wodę. Nieprzemyślaną decyzją mogłabym dużo stracić. Na pewno oddaliłabym się od realizacji mojego planu, a na to nie mogę sobie pozwolić.

Utrata młodości

Nie raz mam poczucie, że tracę coś z mojej młodości. Zamiast spędzać ten czas ze znajomymi i rodziną, czerpiąc z życia jak najwięcej, to ja muszę ciężko pracować. Prowadzę życie na walizkach - żyję od wyjazdu do wyjazdu. Sześć tygodni w Niemczech, sześć tygodni w Polsce. Cały czas jeżdżę. Dużo tracę, sporo zyskując. Tracę psychicznie, a zyskuję materialnie. Tylko tyle albo aż tyle.

Brakuje mi stabilizacji i osób, z którymi dobrze się czuję, kontaktu ze znajomymi i rodziną. Ubolewam nad tym, że nie mogę osiedlić się w jednym miejscu. Jeżdżę, jeżdżę, i zmieniam tylko miejsca pobytu.

Moje życie w Niemczech kręci się wokół mojej podopiecznej. Smutne to, ale prawdziwe.

Dalsze plany

Na tę chwilę jestem zmotywowana do dalszej pracy. Głównie trzymają mnie tu pieniądze. Dzięki nim będę mogła spełnić moje marzenie. A czy wytrzymam? Zobaczymy, jak sytuacja się rozwinie. Nauczyłam się nie planować najbliższych kilku miesięcy. Ale jeżeli uda się, to chciałabym popracować w Niemczech jeszcze przez półtora roku. Pół roku wytrzymałam, to półtora roku minie w ciągu kilku chwil. Taką mam nadzieję.

Wiem jedno, że w niedalekiej przyszłości spełnię moje marzenie! Cały czas do tego dążę i będę dążyć!


zdjęcie: wikimedia.org/ fot. fdecomite/ CC BY 2.0

Komentarze
Gość
Teresa
Teresa · 03-01-2016 18:19

cała prawda , tak właśnie rto wygląda , rutyna , plan dnia skazanie na jedną osobę , pełna dyspozycyjnośc przez dobę, i potworna samotność , żal tyłek ściska , zostaje tylko internet albo aż , telefon i spore rachunki pomimo watsepów . wieberów feis teima , messangera ale jest kasa , W moim przypadku duża , jestem pielęgniarką , też opiekuję się moim pacjentem ale 12 godzin i 12 godzin wolne mam prawo wykonywanai zawodu walczyłam o to 4 lata i mam. Bariera językowa będzie dopóki nie ogarniemy calego slownictwa a to trudne kiedy jest się tylko z jedną osobą apotem ze zmęczenia w wolnym czasie chcemy pobywać z Polską z naszą rodziną , przyjaciółmi a tego czasu jest tak niewieke bo sen zabiera nam go też. eżdżac tam i z powrotem często w autobusie rozmawiam z opiekunkami , mają różne sytuacje , czasem muszą uciekać przed siekierą w koncu demencja ma swoje prawa , czasem mają dwóch podopiecznych chociaz mial być jeden , czasem sa głodne, . Nie można być aż tak zdesperowanym żeby cierpieć , trzeba wybrać ofert jest dużo

Odpowiedz
Zmieniony ( 16.11.2017. )
 
 
Przeczytaj następny artykuł:
ABC winobrania - ciężka praca i piękne widoki
ABC winobrania - ciężka praca i piękne widoki

Ochotnicy przenoszą dziennie nawet 100 litrów winogron w skrzyniach i koszach. Pracują po 50 godzin tygodniowo, a tak co roku wracają na plantacje. Jak i gdzie szukać ogłoszeń i na co uważać przy podpisywaniu umowy o pracę, ...

ZAMKNIJ

Migrelo poleca

Nadchodzące wydarzenia

Popularne artykuły!


Bliżej nas